Postanowiłam napisać ten tekst, bo ostatnio trafiła do mnie Pani Katarzyna i poprosiła o pomoc. Niedawno wykonano jej makijaż permanentny. Niestety wykonano tak, że nikt z nas nie chciałby mieć takiego na swojej twarzy. Myślę, że „Pani Linergista” również o takim nie marzy… Nie wiem dlaczego niektórzy wykonują swoją pracę w taki sposób, nie znajduję uzasadnienia dla takich realizacji. Oczywiście, każdy z nas ma swoje poczucie estetyki. Ale to jedno, a źle wykonany makijaż, bez zachowania standardów to raczej nie poczucie estetyki, a zwykła niewiedza.

Nie pierwszy raz apeluję, by wybierać gabinet z głową. Rozważać za i przeciw, oglądać realizacje, czytać. Sprawdzać po prostu. Bardzo często za zbyt niską ceną kryje się niewiedza i brak doświadczenia. Bardzo często to też dużo gorszej jakości pigmenty i umiejętności. Przy takiej pracy, jak ta, którą wykonuję niezwykle ważne jest poczucie estetyki i piękna, ale też techniczne aspekty. Ważne, by wiedzieć, jak prowadzić kreskę, by wykonać rysunek wstępny, by dobrać kolor odpowiednio! Gotowe pigmenty, używane często w wielu gabinetach (nie mówię, że to złe!), nie zawsze są idealnie dopasowane do skóry. Tylko odpowiednie techniki mieszania kolorów i wiedza na temat kolorymetrii pozwala na 100% precyzję i indywidualny kolor. Tak samo, jak tylko wprawna ręka i pozwala na idealny makijaż.

Nie stosuję microbladingu, ani maszynowej metody włosa, która została zastosowana w przypadku Pani Kasi… Patrząc na te zdjęcia, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. To jeden problem tej pigmentacji. Microblading zawsze się wypłucze i zawsze zostawi „dziury” w łuku brwiowym. Zawsze też po zagojeniu pozostawi blizny… Z którymi trzeba coś zrobić, bo naturalne włoski już raczej w tym miejscu nie urosną. Kolejnym problemem jest to, iż jest wprowadzany tak głęboko, że niezwykle często makijaż finalnie zmienia kolor na czerwony lub niebieski. Mamy więc kolejny problem, po dziurach, jest i kolor…  Maszynowa metoda włosa przy nieprawionej ręce daje efekt, jak na zdjęciu… Jak sobie z tym poradzić?

Praca przy korektach to niesamowicie trudna i odpowiedzialna praca. Pamiętajmy, że ktoś już raz zaufał i nie do końca dobrze trafił. Musimy nie tylko poprawić łuk, ale i sprawić, by osoba która do nas przychodzi poczuła się bezpiecznie i poczuła, że tak – jest w dobrych, specjalistycznych rękach! W przypadku, który posłużył mi jako case study „jak nie wykonywać makijażu” mamy jeszcze jeden, kluczowy problem. Niestety brwi się różnią… Jedna jest płaska, druga okrągła. To niedopuszczalne i jest to wyniki zwykłej niewiedzy, a nie poczucia estetyki. Nie mówiąc o tym, że finalnie makijaż wygląda jak „narysowany flamastrem” albo długopisem… Nie ma nic wspólnego z delikatnymi włoskami, które chciała osiągnąć Klientka.

Często w swoim bielskim gabinecie ratuję łuki brwiowe tych, którzy nie trafili dobrze za pierwszym razem. Powiem tak, zdecydowanie za często. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o narzekanie z powodu nadmiaru pracy, ale o zwykłą ignorancję niektórych. Droga koleżanko, drogi kolego po fachu – nie potrafisz na 100% wykonać dobrze makijażu, czujesz, że coś jest nie tak, że to jeszcze nie ten poziom – pojedź, doszkalaj się, pooglądaj techniki innych. Jedno szkolenie, które wielu ma i rozpoczyna przygodę z wykonywaniem makijaży zwykle nie wystarcza, a często przynosi takie niepożądane efekty. Są skóry i skóry – jedne łatwiejsze, drugie zdecydowanie trudniej opanować. Uczymy się cały czas, ale nie kosztem naszych Klientów.

Kochani, wybierajcie gabinety tak, by być zadowolonym z efektu po zabiegu. Warto pytać, warto zwracać uwagę na doświadczenie, na certyfikaty, jakimi posługuje się linergista, wreszcie na prace, które wykonał… No, bo kto z nas poszedłby do Pani / Pana, która wykonała ten makijaż? Podejrzewam, że nikt. Podejrzewam też, że niestety autor mógł nie pochwalić się efektem swojej pracy szerokiej publiczności.

Zdjęcia nie są ściągnięte z żadnej strony – są mojego autorstwa, zrobione w dniu, kiedy przyszła do mnie Pani Kasia.  Dziś Pani Katarzyna jest w trakcie procesu naprawczego w moich rękach. Zobaczymy jak pójdzie, bo niestety w tym przypadku nie jestem w stanie zagwarantować stuprocentowego sukcesu…